Poland! 2026 Znani youtuberzy potraktowani gazem w centrum Krakowa. Sprawca już w rękach policji. Grozi mu więzienie, Zagadka zaginięcia dziewczynki w centrum Łodzi. Zaginiona Ania Janowska. Dziecko przepadło bez śladu, Oszustwo „na wnuczka” w Warszawie. Dwoje recydywistów zatrzymanych i aresztowanych, Wołomin: Nie żyje małżeństwo seniorów, Rok więzienia w zawieszeniu dla naturopaty. Wmawiał kobietom z nowotworem że nie mają raka, Tak wygląda przestępczość w powiecie świeckim. Dane pokazują wyraźny trend, jest podejrzenie zabójstwa, Szok pod Warszawą. Ciała dwojga seniorów znalezione w mieszkaniu. Mogło dojść do rodzinnej tragedii, Przestępczość zorganizowana zmienia oblicze. Gwałtowny wzrost liczby obcokrajowców, Kolejny cios w przestępczość narkotykową, Brutalna bójka między cudzoziemcami na stacji paliw w Warszawie. Efektem wielka kontrola aut do przewozu osób, Tajemnicza kradzież na Okęciu. Z bagażu rejestrowanego zniknęła biżuteria. Była warta kilkanaście tysięcy złotych, Polska deportowała grupę cudzoziemców. “Naruszali intymność”, Polskie służby go ścigają a on sądzi w Norwegii. Znany aktywista nie wróci do kraju

2026.3.30 Zagadka zaginięcia dziewczynki w centrum Łodzi. Zaginiona Ania Janowska. Dziecko przepadło bez śladu

Jak w centrum miasta mogła bez śladu zaginąć dziewczynka. Przypominamy sprawę zaginionego dziecka: 11-letnia Ania Janowska wyszła z domu w centrum Łodzi i przepadła bez wieści. To wydarzenie przed laty wstrząsnęło Łodzią. Zagadka zaginięcia dziewczynki w Łodzi jest nadal niewyjaśniona.
Dziewczynka zaginęła w centrum Łodzi
Dziś Ania miałaby ponad 40 lat. Może byłaby lekarzem, może ekonomistką, a może została by znaną tancerką, piosenkarką albo modelką? Na to pytanie nie nikt nie odpowie. Patrycja Wójtowicz jest rówieśniczką Ani. Choć nigdy nie poznała jej osobiście, to wspomnienie tej nieznajomej dziewczynki towarzyszyło jej przez lata. Z wypiekami na twarzy oglądała programy telewizyjne o zaginięciu Ani.

Sprawa ta bardzo mnie poruszyła – mówi dziś Patrycja. – Przecież mnie mogło spotkać to samo. Pamiętam, że po telewizyjnych komunikatach mama bała się wypuszczać mnie z domu. Ania stała mi się jakoś bliska. Zastanawiałam się co mogło się z nią stać. Była taka ładna, zdolna. Nawet niedawno mi się ta sprawa się przypomniała. Zastanawiałam się, czy coś się wyjaśniło, bo jak kiedyś było o tym głośno, to potem wszystko umilkło. Nikt o tym zaginięciu już nie wspominał…

Dziecko zaginęło w centrum Łodzi. Jak doszło do zaginięcia dziewczynki?
Powróćmy do wydarzeń sprzed ponad 30 lat. Była sobota, 16 września 1989 r. Niedawno rozpoczął się kolejny rok szkolny. Ania, tak jak wielu jej kolegów i koleżanek wróciła z wakacji. Rozpoczęła naukę w piątej klasie Szkoły Podstawowej nr 150 przy ul. Żwirki w Łodzi. Dziś ta podstawówka nie istnieje, w jej miejscu znajduje się Gimnazjum nr 25. Krzysiek chodził z Anią do klasy. Choć minęło tyle lat, to bardzo dobrze ją pamięta.

Bo była fajną koleżanką – opowiadał nam Krzysiek. – Miła, nie wywyższała się. Choć bardzo dobrze się uczyła, to nie był żaden typ prymuski. Zawsze wszystkim chętnie pomagała.

Krzysiek zapamiętał, że Ania siedziała w ławce z Hanią. Już dziś nie przypomni sobie czy w środkowy rzędzie, czy przy ścianie. Był też chyba raz u niej w domu.

Mieszkaliśmy blisko, w zasadzie po przeciwnej stronie ulicy – dodaje Krzysiek.

Pani Zofia była wychowawczynią Ani. Od pierwszej klasy. Może o niej powiedzieć jedno: była wspaniałą dziewczyną.

Zresztą cała klasa była bardzo fajna, bardzo mile ją wspominam – mówiła nam pani Zofia. – Prowadziłam ją od pierwszej do ósmej klasy.

16 września rodzice kupili Ani espadryle – białe, płócienne buty ze zrobioną ze sznurka podeszwą. Wtedy było to marzenie każdej dziewczynki. Ania założyła na nogi espadryle i ok. godz. 13 wyszła z domu. Miała iść do apteki po krople do oczu, robione na zamówienie. Po drodze miała jeszcze kupić kiszoną kapustę. Do apteki, która znajdowała się w budynku nie istniejącego już domu handlowego Juventus nie miała daleko. Mieszkała przy al. Kościuszki. Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Potem dziewczyna miała pójść na małe targowisko znajdujące się koło Domu Handlowego „Central”. I tam w jednym z warzywniaków kupić kapustę. Potem miała wrócić do domu.

Ale Ania do domu już nie wróciła. Kiedy nie pojawiła się z nim po kilkudziesięciu minutach zaniepokojeni rodzice zaczęli jej szukać.

Niewyjaśniona sprawa zaginionej dziewczynki w Łodzi
W programie Michała Fajbusiewicza “997” próbowano zrekonstruować drogę Ani w dniu zaginięcia.

W popularnym programie telewizyjnym Michała Fajbusiewicza „997” spróbowano zrekonstruować drogę Ani. Dziewczynka wcielająca się w jej postać wychodzi z kamienicy przy al. Kościuszki. Dociera do apteki. Odbiera krople do oczu. Potem pojawia się w warzywniaku. Daje pusty słoik do którego sprzedawca pakuje kiszoną kapustę. Potem jeszcze aktor wcielający się w postać ojca Ani podąża śladem córki, pokazując spotkanym ludziom jej zdjęcie. Pani z apteki przypomina sobie dziewczynkę uczesaną w koński ogon, która odbierała robione na zamówienie krople do oczu.

Anię pamięta też sprzedawczyni z warzywniaka. W programie „997” inny handlarz mówi, że widział ją w towarzystwie 14 – 15-letniej dziewczyny. Twierdzi, że Ania kupiła dwa jabłka i odeszła z tajemniczą koleżanką. Czy jednak tak rzeczywiście było, nigdy nie udało się ustalić. Zresztą zaraz po zaginięciu Ani pojawiały się różne, często nie sprawdzone informacje. Jak ta z programu „997”, że ok. godz. 15 Ania mogła być w salonie mody Anny Batory i pytać o znaną łódzką projektantkę. Dziewczynka była bowiem dziecięcą modelką.

W „997” pokazano fragment jednego z pokazu mody Anny Batory, gdzie Ania z wdziękiem porusza się na wybiegi. Wiele wskazuje na to, że nieprawdziwa była również informacja, iż w dniu zaginięcia, w sobotę ok. godz. 22 widziano Anię na dworcu Fabrycznym w towarzystwie szatynki, która kupowała cztery napoje (cytronety).

Rodzice Ani całą sobotę poszukiwali dziewczynki. W poszukiwania włączyli się znajomi. Przed wieczorem o zaginięciu córki poinformowali milicję.

Już w sobotę w Dzienniku Telewizyjnym spiker podawał komunikat o zaginięciu Ani. Mówił o 11-letniej dziewczynce mającej 146 cm wzrostu, o długich blond włosach, spiętych w kucyk, ubranej w granatową kurtkę z białym suwakiem, białą bluzkę z napisami, dżinsy i płócienne buty.

Wychowawczyni ostatni raz widziała Anię w piątek, dzień przed zaginięciem. W poniedziałek pani Zofia spotkała się ze swoją klasą na godzinie wychowawczej. Wszystkie dzieci gorąco komentowały zaginięcie koleżanki. Dla Krzyśka to był szok. Ania zaginęła na tej trasie, którą on też codziennie pokonywał. Wiele rozmawiał o tym, ze swym najlepszym kolegą z podstawówki. Nie mogli zrozumieć jak ich koleżanka mogła zaginąć w samym środku Łodzi.

-Przepaść bez wieści w miejscu, gdzie jest tak dużo ludzi… – zastanawiał się Krzysiek. – Do dziś nie mieści mi się to w głowie. Ania nie była kłótliwą dziewczyną, więc nikomu nie mogła zawinić. Wręcz przeciwnie. Dla wszystkich była miła, dobra.

Krzysiek pamięta, że po zaginięciu Ani zapanowała wśród rodziców panika. Zastanawiali się, czy puszczać dzieci same do szkoły. Łódź obiegła plotka, że w mieście grasuje gang porywający dzieci.

Patrycja Wójtowicz zapamiętała, że mówiono też o tym, iż Anię zabito, a jej ciało zamurowano w Centralu II. Ale wszystkie te rewelacje można potraktować jako legendy miejskie.

Pani Zofia przypominała sobie, że dzieci z klasy Ani zebrały się i same z siebie przeszukiwały starą fabrykę na rogu ul. Sienkiewicza i al. Piłsudskiego, gdzie swoją siedzibę ma teraz łódzki oddział „Gazety Wyborczej”.

Pasją Ani był taniec i śpiew. Występowała na wybiegach jako dziecięca modelka i należała do zespołu Krajki. Była solistką.

Dlaczego milicja rozpoczęła poszukiwania zaginionej dziewczynki tak późno?

Do dziś wiele osób zastanawia się, dlaczego milicja rozpoczęła poszukiwania Ani dopiero w niedzielę, choć zgłoszenie o zaginięciu przyjęto już w sobotę. Nieżyjący już Jan Płócienniczak, który prowadził program „997”, wtedy podpułkownik milicji i pracownik Biura Kryminalnego Komendy Głównej MO, próbował tłumaczyć zachowanie milicjantów. Mówił, że rocznie w Łodzi zgłasza się blisko 500 zaginięć, a 98 proc. zaginionych się znajduje. Biorąca udział w programie prokurator Małgorzata Glapska-Dutkiewicz, która prowadziła sprawę zaginięcia Ani, uważała, że w przypadku zaginięcia dziecka milicja powinna natychmiast rozpocząć poszukiwania. Wtedy informacje, pochodzące od osób, które spotkały dziewczynkę, byłyby konkretniejsze.

Wiadomo, że pamięć ludzka jest zawodna – stwierdziła w Małgorzata Glapska-Dutkiewicz w nagranym przed 30 laty programie „997”.

W programie Michała Fajbusiewicza mówiła, że w sprawie Ani wszczęto dochodzenie z artykułu 188 kodeksu karnego, który mówi o uprowadzeniu nieletniej. Zebrany materiał dowodowy wskazywał, że dziewczynka jest przetrzymywana wbrew własnej woli. Wynikało to też z samej osobowości Ani, której psychikę w czasie dochodzenia dobrze poznano.

Sprawa zaginionej Ani trafi do archiwum X działającego przy Komendzie Wojewódzkiej Policji?
Rodzice Ani poruszyli niebo i ziemię, by znaleźć córkę. Odwiedzali jasnowidzów, radiestetów. Bez rezultatu. Gdyby Ania została uprowadzono, nawet za granicę – jak niektórzy przypuszczali – to przecież nawet po latach by się odezwała. Chyba, że ktoś zmienił jej psychikę. Śledztwo w sprawie Ani umorzono po czterech latach od jej zaginięcia. Kilka lat temu do mamy dziewczynki zgłosili policjanci. Okazało się, że chcieli pobrać materiał DNA. Warto, by sprawą zaginięcia Ani zajęło się tzw. archiwum X działające przy Komendzie Wojewódzkiej Policji.

2026.3.30 Szok pod Warszawą. Ciała dwojga seniorów znalezione w mieszkaniu. Mogło dojść do rodzinnej tragedii
W poniedziałek, 30 marca w Wołominie doszło do tragicznego zdarzenia. Wezwani do jednego z mieszkań na terenie miasta policjanci znaleźli w nim martwe ciała starszego małżeństwa. W środku był również ranny młody człowiek, najprawdopodobniej spokrewniony z parą. Funkcjonariusze badają okoliczności sprawy.
Tragedia w bloku w Wołominie
Zgłoszenie wpłynęło do policjantów z Komendy Powiatowej w Wołominie w poniedziałek rano. Jak dowiedział się portal Miejski Reporter, dotyczyło ono mieszkania w bloku przy ulicy Mieszka I.
Na miejsce skierowano patrol policji oraz dwa zespoły pogotowia ratunkowego. W mieszkaniu znajdowały się ciała dwóch osób, starszego małżeństwa.
–Informację otrzymaliśmy około godziny 12.00. Policja otrzymała zgłoszenie, że w jednym z bloków mogło dojść do tragedii związanej ze śmiercią dwóch osób. Na miejsce natychmiast wysłano patrol, który potwierdził, że znaleziono ciała dwóch osób oraz młodego mężczyznę, który był ranny. Został on przetransportowany do szpitala – przekazała nam mł. asp. Monika Kaczyńska.
Doszło do rodzinnej tragedii? Policja na razie nie potwierdza
Jak pisze TVP Warszawa, z wstępnych ustaleń wynika, że mogło dojść do rodzinnej tragedii. Policja na ten moment nie ujawnia szczegółów zdarzenia.
Więcej informacji wkrótce.

2026.3.30 Oszustwo „na wnuczka” w Warszawie. Dwoje recydywistów zatrzymanych i aresztowanych
Policjanci zatrzymali kobietę i mężczyznę podejrzewanych o wyłudzenie 120 tysięcy złotych od starszej mieszkanki Warszawy. Sprawcy działali metodą „na wnuczka”, wykorzystując zaufanie pokrzywdzonej i fikcyjną historię o wypadku drogowym. Oboje usłyszeli zarzuty i decyzją sądu trafili do aresztu.
Do zdarzenia doszło po tym, jak pokrzywdzona odebrała telefon od osoby podającej się za „komendanta”. Rozmówca poinformował ją, że jej wnuczek miał spowodować poważne zdarzenie drogowe, w którym rzekomo potrącona została ciężarna kobieta. Fałszywy funkcjonariusz przekonywał, że konieczne jest pilne przekazanie pieniędzy na kaucję.
Zmanipulowana kobieta uwierzyła w przedstawioną historię. W krótkim czasie do jej mieszkania zgłosił się nieznany mężczyzna, któremu przekazała 120 tysięcy złotych.
Sprawą zajęli się policjanci pionu kryminalnego. Po przeprowadzeniu szeregu szczegółowych czynności operacyjnych, analizie zgromadzonych informacji oraz ich weryfikacji, funkcjonariusze wytypowali dwoje podejrzewanych. Jak ustalono, oboje byli już wcześniej karani za podobne przestępstwa, a mężczyzna był dodatkowo poszukiwany do odbycia kary dwóch lat pozbawienia wolności.
Jako pierwsza została zatrzymana 42-letnia kobieta. Niedługo później policjanci podjęli działania wobec 51-letniego mężczyzny. Podejrzany próbował uniknąć zatrzymania – najpierw nie reagował na obecność funkcjonariuszy, a następnie podjął próbę ucieczki przez ogród. Tam został jednak zatrzymany przez jednego z policjantów.
Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego oboje usłyszeli zarzuty oszustwa popełnionego wspólnie i w porozumieniu, w warunkach recydywy.
Na wniosek Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Południe sąd zastosował wobec zatrzymanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Postępowanie w tej sprawie pozostaje pod nadzorem prokuratury.

2026.3.30 Rok więzienia w zawieszeniu dla naturopaty. Wmawiał kobietom z nowotworem, że nie mają raka
Sąd Okręgowy w Katowicach utrzymał karę roku więzienia w zawieszeniu dla naturopaty Tomasza S. Mężczyzna wmawiał dwóm kobietom chorym na nowotwory, że nie mają raka i nakłaniał do zaprzestania leczenia. W zamian proponował własną, alternatywną terapię.
Według prokuratury i sądu mężczyzna, który prowadził działalność gospodarczą w zakresie naturopatii, wmawiał kobietom, że nie chorują na raka, ale są zarażone różnymi patogenami. Zalecił im zaprzestanie dotychczasowego leczenia i zaproponował alternatywną terapię, za którą inkasował pieniądze.
Jednocześnie, jak podkreślili śledczy, mężczyzna wprowadził kobiety w błąd, że proponowane przez niego naświetlania generatorem plazmowym, plastry oczyszczające i maty grzewcze z kamieni pozwolą na powrót do zdrowia. Obie chore zmarły.
Pod wpływem sugestii Tomasza S. kobiety zaprzestały leczenia
Sąd Okręgowy w Katowicach niemal w całości utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie, obniżył jedynie kwotę naprawienia szkody, którą mężczyzna ma wpłacić ojcu jednej ze zmarłych kobiet. S. został uznany za winnego narażenia pacjentek na niebezpieczeństwo i w związku z oszustwami na ich szkodę. Zgodnie z poniedziałkowym wyrokiem ma też trzyletni zakaz wykonywania zawodu.
Sędzia Bartłomiej Kwaśnik powiedział w uzasadnieniu, że oskarżony legalnie wykonywał działalność gospodarczą w dziedzinie naturopatii, posługując się powszechnie używanymi urządzeniami. Został uznany za winnego, dlatego że przekonywał dwie kobiety, że nie mają nowotworów, co było sprzeczne z diagnozami lekarzy i dokumentacją medyczną.
-Pod wpływem sugestii oskarżonego zaprzestały leczenia – takiego, które jest przewidziane w ramach procedur medycznych w przypadku zdiagnozowania chorób onkologicznych – opisywał sędzia. Zamiast przyjmowania leków i wizyt lekarskich S. proponował stosowanie wynajmowanego przez siebie generatora plazmowego, który miał rozwiązać ich problemy zdrowotne. Zapewniał też kobiety, że powodem ich złego stanu są różne patogeny, a nie nowotwór.
Sąd: Oskarżony nie pozbawił życia, tylko szansy na jego uratowanie
Sąd nie zgodził się ze stanowiskiem prokuratury, według której oskarżonemu można przypisać nieumyślne spowodowanie śmierci. Uznał, że byłby to zbyt daleko idący wniosek. Zwrócił uwagę, że obie kobiety cierpiały na choroby nowotworowe, w przypadku których procedury medyczne dają nadzieję, ale nie dają gwarancji wyleczenia.
-Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy gdyby panie nie spotkały na swojej drodze oskarżonego, rzeczywiście by przeżyły. Mamy do czynienia z chorobą śmiertelną – zaznaczył sędzia Kwaśnik. Jak ocenił, wdrożenie procedur konwencjonalnej medycyny dawałoby kobietom większe szanse. Według biegłych zachowanie oskarżonego nie tyle pozbawiło życia pokrzywdzone, co je skróciło. – Pan oskarżony nie pozbawił życia pań pokrzywdzonych, natomiast pozbawił je szansy na uratowanie życia – podsumował sędzia.
W ocenie męża jednej ze zmarłych kobiet, który przyszedł do sądu na ogłoszenie wyroku, Tomasz S. “nie otrzymał żadnej kary”. – W sądach zazwyczaj przestępcy są chronieni. Ten człowiek powinien być odizolowany, powinien wylądować w więzieniu, a dalej urządza te procedury, w internecie dalej figuruje jako lekarz – dodał. Wyraził przekonanie, że naturopatia nie jest żadnym zawodem.
Obrońca: Tomasz S. chciał pomóc kobietom, które się do niego zgłaszały
Z wyroku nie jest też zadowolona obrończyni Tomasza S. mec. Izabela Nowak – sąd uwzględnił jej apelację tylko w niewielkiej części. W rozmowie z dziennikarzami przekonywała, że Tomasz S. chciał pomóc kobietom, które się do niego zgłaszały.

2026.3.30 Wołomin: Nie żyje małżeństwo seniorów, jest podejrzenie zabójstwa
W podwarszawskim Wołominie doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zginęło dwoje 75-letnich seniorów. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mogło dojść do zabójstwa.
Do zdarzenia doszło w jednym z bloków przy ulicy Mieszka I. Na miejsce skierowano patrol policji, który ujawnił zwłoki starszego małżeństwa w mieszkaniu. W lokalu znajdował się również ranny 19-letni mężczyzna, który – według wstępnych informacji – może być wnukiem ofiar. Został on przewieziony do szpitala po tym, jak dokonał samookaleczenia.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna mieli rozległe obrażenia w okolicach szyi.
Policja prowadzi czynności mające na celu wyjaśnienie dokładnych okoliczności tragedii. Niewykluczone, że 19-latek mógł dopuścić się zabójstwa swoich dziadków. Funkcjonariusze nie udzielają jednak szczegółowych informacji, podkreślając, że sprawa jest w toku.

2026.3.30 Znani youtuberzy potraktowani gazem w centrum Krakowa. Sprawca już w rękach policji. Grozi mu więzienie
Rok więzienia grozi sprawcy napadu z użyciem gazu na grupę youtuberów. Chodzi o grupę Genzie z kolektywu Ekipy, zaatakowaną na Rynku Głównym w Krakowie.
Napaść na youtuberów na Rynku w Krakowie
W zeszłym tygodniu w przestrzeni internetowej zamieszczone zostało nagranie z Rynku Głównego w Krakowie, na którym zarejestrowana została sytuacja, podczas której w kierunku grupy influencerów z Genzie mężczyzna rozpylił gaz pieprzowy.
Jak widać na nagraniu opublikowanym przez grupę, zachowywał się on bardzo agresywnie, wyzywał, próbował sprowokować bójkę, aż w końcu wyciągnął gaz i spryskał nim youtuberów. Jedna osoba została poszkodowana. A wszystko to miało być pokłosiem tego, że grupa youtuberów zwróciła mężczyźnie uwagę, gdy ten oddawał mocz pod arkadami Sukiennic.
Jaka kara dla agresora?
“Po przeanalizowaniu zgromadzonego materiału dowodowego przedstawiony został mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej innej osoby, za co grozi kara do roku pozbawienia wolności. Z uwagi jednak na to, iż zachowanie to miało charakter chuligański, mężczyzna musi liczyć się z tym, iż kara ta może być wyższa” – czytamy na stronie Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Ponadto 19-latek został rozliczony również za szereg wykroczeń m.in. za nieobyczajny wybryk, używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym oraz zakłócenie porządku publicznego.
Za powyższe wykroczenia na mężczyznę nałożone zostały mandaty karne na kwotę ponad 4 tysięcy złotych.

2026.3.27 Polska deportowała grupę cudzoziemców. “Naruszali intymność”
Straż Graniczna deportowała 15 Gruzinów, którzy mieli dopuścić się naruszenia intymności oraz szeregu innych przestępstw i przewinień. Operacja została zorganizowana przez stronę niemiecką, a działania polskich funkcjonariuszy wsparła europejska agencja Frontex.
W skrócie
Straż Graniczna przy współpracy z Frontexem deportowała 15 obywateli Gruzji z Polski za naruszenia prawa, w tym czyny godzące w intymność, kradzieże rozbójnicze, bójki oraz prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości.
Deportacja Gruzinów została zorganizowana przez stronę niemiecką, a w operacji uczestniczyli funkcjonariusze służb gruzińskich jako eskorta.
Wcześniej w Kielcach zatrzymano Ukraińca, który nie zastosował się do nakazu opuszczenia Polski, a w Warszawie-Modlin zatrzymano obywatela Indii za posłużenie się sfałszowanymi dokumentami.
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Straż Graniczna we współpracy z Europejską Agencją Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) zatrzymała 15 obywateli Gruzji w celu ich dalszego wydalenia z terytorium Polski.
Grupie zarzucono naruszenie polskiego porządku prawnego. Gruzini mieli dopuszczać się czynów godzących w intymność seksualną, kradzieży rozbójniczych, bójek z pobiciami czy prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwości.
Deportacja Gruzinów z Polski. Pomogła europejska agencja
Cudzoziemcom wydano decyzję administracyjną o obowiązku powrotu do kraju i w czwartek deportowano ich na pokładzie samolotu, który wystartował z Łodzi.
“Operacja powrotowa została zorganizowana przez stronę niemiecką w formule collecting return operation, natomiast eskortę stanowili funkcjonariusze służb gruzińskich” – wyjaśniła Straż Graniczna w komunikacie.
Jak podkreślają służby kontroli granic, operacje deportacyjne są złożonym i wieloetapowym procesem, który wymaga ścisłej współpracy różnych organów i instytucji. Jednocześnie jest to jeden z najskuteczniejszych środków przeciwdziałania nielegalnej migracji, polegającej na ochronie państwa i porządku publicznego.
Straż Graniczna. Kolejne nakazy opuszczenia Polski dla cudzoziemców
Wydalenie 15 Gruzinów z Polski to kolejne takie działanie w ostatnim czasie. W środę funkcjonariusze Straży Granicznej w Kielcach zatrzymali 40-letniego Ukraińca, który w 2021 roku otrzymał nakaz opuszczenia polskiego terytorium w dobrowolnie wskazanym terminie. Z powodu niezastosowania się do decyzji mężczyzna został po ostatnim zatrzymaniu doprowadzony konwojem do przejścia granicznego w Medyce i przekazany stronie ukraińskiej.
Wcześniej, w środę, funkcjonariusze z placówki SG Warszawa-Modlin zatrzymali 36-letniego obywatela Indii po przylocie z Palermo. Mężczyzna posłużył się sfałszowanymi dokumentami i nielegalnie przekroczył granicę. Także on otrzymał nakaz opuszczenia Polski. Do czasu deportacji ma przebywać w ośrodku dla cudzoziemców.

2026.3.25 Polskie służby go ścigają, a on sądzi w Norwegii. Znany aktywista nie wróci do kraju

Rafał Gaweł, znany aktywista i twórca Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, nie planuje powrotu do Polski. Poszukiwany jest listem gończym po wyroku za oszustwa. Od 2019 r. ukrywa się w Norwegii, gdzie uzyskał azyl polityczny. I choć zmieniła się władza, Gaweł twierdzi, że obawia się zemsty ludzi Karola Nawrockiego.

Na zdjęciu od lewej: wiceszef KPRP Adam Andruszkiewicz, ścigany listem gończym Rafał Gaweł oraz były minister sprawiedliwości Adam Bodnar x1200
Na zdjęciu Rafał Gaweł podczas rozprawy przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku w kwietniu 2017 r. x1200

Rafał Gaweł od siedmiu lat mieszka w Norwegii, gdzie otrzymał azyl polityczny i mimo nowej władzy nie wraca do Polski – obawia się zemsty środowisk skrajnie prawicowych i Adama Andruszkiewicza. Z kolei Andruszkiewicz zapewnia, że żadnej krzywdy Gawłowi nie wyrządzi i zaprasza go do Polski.
Skazany prawomocnie na dwa lata więzienia za oszustwa i wyłudzenia setek tysięcy złotych Gaweł nadal ścigany jest listem gończym i europejskim nakazem aresztowania.
Gaweł pracuje obecnie jako ławnik w sądzie w Oslo i twierdzi, że polscy sędziowie potwierdzili przed Norwegami, że jego wyrok był „sfabrykowany”.
Adam Bodnar w rozmowie z Zero.pl wskazuje: przyznanie azylu politycznego Rafałowi Gawłowi było błędem.
„Wyjechałem razem z żoną, córeczką i naszym kotem, bo w Polsce groziło nam niebezpieczeństwo” – tak w kwietniu 2019 r. Rafał Gaweł poinformował, że opuścił kraj. Kwartał wcześniej usłyszał wyrok pozbawienia wolności za przekręty finansowe.

Gaweł, będąc już formalnie przestępcą, tłumaczył, że wyjechał z Polski, bo m.in. groziło mu niebezpieczeństwo ze strony Adama Andruszkiewicza, byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, wówczas wiceministra cyfryzacji; a także dlatego, że był obiektem zemsty białostockich prokuratorów, po tym, jak „ujawnił ich powiązania ze skrajną prawicą i doprowadził do kontroli w prokuraturze, w wyniku której zwolniony został jej szef”.

Gaweł w oświadczeniu stwierdził, że „wbrew insynuacjom” nie ukrywał się i nigdy ukrywać się nie będzie, a także zapewnił, że wyjechał „nie po to, żeby uciekać przed odpowiedzialnością”.

Rafał Gaweł w 2017 r. współtworzył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK). To – wbrew nazwie mogącej sugerować instytucję państwową – fundacja, która ma za zadanie „przeciwdziałać i zwalczać przejawy rasizmu, ksenofobii i nietolerancji”. Przynajmniej w teorii.

W ostatnich latach zbierała głównie pieniądze na walkę z prawicowymi politykami i aktywistami. Zapowiadała procesy sądowe z m.in. prezydentami Andrzejem Dudą i Karolem Nawrockim, a także Grzegorzem Braunem, Januszem Korwin-Mikkem, Dariuszem Mateckim, Dominikiem Tarczyńskim, Sławomirem Mentzenem, Patrykiem Jakim, Stanisławem Żarynem, Elżbietą Witek czy Mariuszem Błaszczakiem. Część z nich doszło do skutku.

Wśród najgłośniejszych postępowań, którymi zajmował się OMZRiK, była m.in. sprawa przeciwko Andrzejowi Dudzie. W listopadzie 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo ośrodka, stwierdzając, że były prezydent nie musi przepraszać za swoją wypowiedź dotyczącą filmu „Zielona granica” i zacytowanie słów, że „tylko świnie siedzą w kinie”.

Ośrodkowi udało się natomiast wygrać m.in. sprawę z Dariuszem Mateckim. Jak informował OMZRiK, Sąd Apelacyjny w Szczecinie w 2025 r. nakazał posłowi PiS przeproszenie fundacji za naruszenie jej dobrego imienia i podważenie zaufania do jej działalności.

Wyrok za oszustwa
Wyjazd Gawła z Polski przed siedmioma laty zbiegł się ze skazaniem go na dwa lata więzienia za oszustwa i wyłudzenia kilkuset tysięcy złotych. Zdaniem sądu straciły firmy i bank, z którymi Gaweł współpracował. Sąd pierwszej instancji skazał Gawła na cztery lata więzienia. W styczniu 2019 r. twórca OMZRiK przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku usłyszał prawomocny wyrok dwóch lat więzienia.

–Uczynił z wyłudzania pożyczek i dotacji sposób na wygodne życie. Co jest tym bardziej bolesne, że podważa zaufanie do innych inicjatyw obywatelskich, których funkcjonowanie opiera się na dotacjach i darowiznach – mówiła sędzia Alina Kamińska. – Nie można kreować swego obrazu jako społecznika działającego na rzecz ogółu, a jednocześnie (…) generować dla siebie zysków.

Gaweł z wyrokiem się nie zgadza. W oświadczeniu, w którym informował o wyjeździe do Norwegii, napisał, że został pozbawiony sprawiedliwego procesu, a wyrok wydano w oparciu o dowody dostarczone przez prokuraturę, która – jak utrzymuje Gaweł – została przez niego skompromitowana, gdy ujawnił jej powiązania ze skrajną prawicą.

„Zostałem skazany za czyny, których nie popełniłem na podstawie sfabrykowanych dowodów. W procesie, w którym bronili mnie sami pokrzywdzeni, mówiąc przed sądem pod przysięgą, że ich nie oszukałem” – stwierdził.

Gaweł o politycznym wymiarze sprawy
Rafał Gaweł w oświadczeniu wskazał również na polityczne tło swojej sprawy. „Miałem stać się żywym przykładem jak kończą ci, którzy podnoszą rękę na prokuraturę, lokalne układy i małą skrajnie prawicową białostocką ojczyznę” – napisał Gaweł.

Jego zdaniem, po upolitycznieniu prokuratury pod rządami PiS, setki osób związanych z opozycją doświadczają tego, co on. Jako przykłady aktywista wymienił: Pawła Adamowicza, Stanisława Gawłowskiego, Hannę Zdanowską i Stefana Niesiołowskiego.

„W dyktaturach taki zabieg określa się kryminalizacją opozycji. Jest stary jak świat. Niewygodne osoby zohydza się w oczach opinii publicznej, przypisując im pospolite przestępstwa kryminalne lub obyczajowe. Celem jest ich wyeliminowanie z życia społecznego” – uważa Gaweł.

Rafał Gaweł w Norwegii przebywa od siedmiu lat, od ponad dwóch Prawo i Sprawiedliwość jest w opozycji. Dlatego postanowiliśmy spytać Gawła, czy zamierza wrócić do Polski. Mówiąc najkrócej: nie, nie zamierza.

W rozmowie z portalem Zero.pl Rafał Gaweł przekonuje, że azyl polityczny w Norwegii może otrzymać jedynie osoba niekarana. Jak zatem go otrzymał, choć ma na koncie prawomocny wyrok skazujący?

–Otrzymałem azyl z wielu powodów. Jednym z nich był fakt, że polscy sędziowie zaświadczyli przed norweskim sądem, że zostałem skazany za czyny, których nigdy nie popełniłem – mówi Gaweł, jednak zastrzega, że nie może podać nazwisk tych sędziów, bo spotkałoby ich niebezpieczeństwo. Decyzji azylowej również udostępnić nie chce.

Uważa, że mimo zmiany władzy w Polsce, nadal nie ma w kraju gwarancji bezpieczeństwa dla niego. – Miałaby mnie chronić policja, która wcześniej przekazywała moje zeznania gangsterom? – pyta. – Myślę, że policja się zmienia, ale o ile można wymienić kierownictwo policji, to wymiana ministra nie powoduje wymiany 50 tys. funkcjonariuszy w Polsce.

–W ostatnich latach policja w Norwegii interweniowała trzykrotnie, w związku z działaniami członków polskich organizacji neofaszystowskich, którzy przyjechali do Norwegii i próbowali zaatakować mnie, wtargnąć do mojego domu lub nielegalnie weszli w posiadanie broni i grozili zabójstwem mi i mojej rodzinie. Jeżeli nawet, będąc w Norwegii, jestem obiektem ataków ze strony środowisk skrajnie prawicowych, to jak mam czuć się bezpiecznie w Polsce, gdzie takie organizacje działają swobodnie – dodaje.

W styczniu 2025 r. „Rzeczpospolita” informowała, że norweskie służby aresztowały mężczyznę, który odgrażał się, że przyjechał do tego kraju w celu „polowania” na Rafała Gawła.

Zwróciliśmy uwagę, że niebezpieczeństwo Gawłowi grozi za działalność OMZRiK, a jednak prezes ośrodka Konrad Dulkowski przebywa w Polsce. Gaweł stwierdził, że i on jest zagrożony. – Konrad Dulkowski był wielokrotnie fizycznie atakowany przez członków organizacji faszystowskich w Polsce, do takich sytuacji dochodziło nawet na terenie sądów, gdzie występował jako oskarżyciel lub świadek – mówi.

Gaweł zarzeka się, że nigdy nikogo nie oszukał i powtarza, że cały proces karny został przeciwko niemu sfingowany. Wiary jego tłumaczeniom nie dał jednak polski Sąd Najwyższy, który w 2021 r. rozpatrywał kasację w jego sprawie.

–Sprawa była prowadzona nadzwyczaj starannie, nadzwyczaj rzetelnie i w sposób w pełni obiektywny. Nie ma w tej sprawie żadnych dowodów na to, że pan Rafał Gaweł był rzeczywiście z jakichś powodów prześladowany – argumentował sędzia Andrzej Siuchniński (w SN orzekający od 1998 r.), uzasadniając oddalenie kasacji.

W efekcie Gaweł w Polsce nadal jest ścigany. – Rafał Gaweł pozostaje osobą poszukiwaną przez polskie organy ścigania na podstawie dwóch aktywnych listów gończych – potwierdza nam podinsp. Monika Matyjewicz z Komendy Głównej Policji. Pierwszy został wydany w styczniu 2019 r. przez prokuraturę, drugi – w maju 2019 r. przez sąd.

Wobec Gawła cały czas aktywny pozostaje również europejski nakaz aresztowania. „Tym samym, w przypadku zatrzymania ściganego w innym niż Norwegia państwie korzystającym z Systemu Informacyjnego Schengen (SIS), zostanie wdrożona przez to państwo procedura w przedmiocie przekazania go władzom RP na podstawie wyżej wymienionego nakazu” – czytamy w odpowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości w odpowiedzi na nasze pytania.

Rafał Gaweł twierdzi z kolei, że może swobodnie poruszać się po świecie, a zatrzymanie grozi mu jedynie na terenie Polski. Na dowód pokazuje zaświadczenie, że nie jest obiektem noty Interpolu.

Polska niemoc, azyl w Norwegii
Spytaliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości, co robi, aby ściągnąć Gawła do kraju. Z przedstawionego nam przez resort kalendarium wynika, że od 2019 r. sprawa na bieżąco była analizowana przez ówczesne kierownictwo ministerstwa. Na przestrzeni 10 miesięcy skierowano kilkanaście pism do prezesa białostockiego sądu okręgowego, w których żądano przedstawienia informacji, jakie działania podjął sąd, aby osadzić skazanego w więzieniu.

Władze resortu zleciły także Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku kontrolę, czy postępowanie wykonawcze prowadzone było przez sąd niższej instancji w sposób właściwy. Nie stwierdzono wówczas nieprawidłowości.

W ostatnich latach władze MS kierowały także pisma do strony norweskiej. Po raz ostatni w maju 2025 r., kiedy to ówczesny minister Adam Bodnar „podpisał pismo przygotowane przez prokuraturę skierowane do ambasadora Królestwa Norwegii w Polsce, w którym przedstawił okoliczności popełnionych przez ściganego przestępstw na terytorium RP”.

–W skrócie: pisałem o tym, że przyznanie azylu politycznego Rafałowi Gawłowi było błędem – wspomina w rozmowie z Zero.pl Adam Bodnar, były minister sprawiedliwości, dziś senator Koalicji Obywatelskiej.

Rafał Gaweł został skazany za oszustwa finansowe. W żaden sposób nie można interpretować tego jako efektu upolitycznienia sądów – szczególnie, że mówimy o orzeczeniach wydanych przez porządnych sędziów, co do których reputacji nie można mieć żadnych wątpliwości.

Adam Bodnar, były minister sprawiedliwości, w rozmowie z Zero.pl

W opinii Bodnara „dyskusję z norweskimi władzami w tej sprawie należy prowadzić”. – Od tego jest nasza dyplomacja. Jestem przekonany, że minister Waldemar Żurek wspólnie z naszym Ministerstwem Spraw Zagranicznych powinni podejmować działania w tej sprawie – tłumaczy senator KO.

Wszystko wskazuje jednak na to, że tak długo, jak Rafał Gaweł zdecyduje się pozostać w Norwegii, tak długo cieszyć się będzie wolnością. Przyznaje to sędzia Dariusz Gąsowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Białymstoku.

Chodzi o pismo, które w maju 2021 r. norweskie Ministerstwo Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa Publicznego skierowało do białostockiego sądu. Władze w Oslo poinformowały w nim, że „wniosek o ekstradycję z Norwegii do Polski Rafała Piotra G. nie może być spełniony, a postanowienie w tym względzie jest ostateczne” – wskazuje rzecznik Gąsowski.

Zero.pl kontaktowało się ze stroną norweską, aby poznać powody, dla których Rafał Gaweł otrzymał azyl polityczny w Norwegii. – Nasz obowiązek zachowania poufności nie pozwala nam na udostępnianie szczegółów dotyczących tej sprawy – ucina Henrik Røyne z norweskiej Komisji ds. Cudzoziemców (UNE). Na nasze pytania nie odpowiedział wcale norweski resort sprawiedliwości.

Szerzej o kulisach udzielenia azylu mówiła w 2021 r. Marianne Granlund, szefowa departamentu azylowego ds. krajów europejskich w UNE, w rozmowie z norweskimi mediami publicznymi (NRK).

–UNE stwierdziło, że wyrok w sprawie Rafała Gawła został sfabrykowany. Powodem wydania wyroku były niepożądane działania Gawła wobec władz. Jeśli zostałby odesłany do Polski, groziłoby mu prześladowanie, dlatego udzieliliśmy mu azylu w Norwegii – wskazywała Granlund.

Polski przestępca sądzi w Oslo
Rafał Gaweł mówi, że wciąż obawia się zemsty i wymienia Adama Andruszkiewicza, obecnie wiceszefa Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego. – To on wydał dyspozycję swoim podwładnym, żeby mnie dopadli i załatwili, mam na to dowody. Mówimy o byłym prezesie Młodzieży Wszechpolskiej, a obecnie kumplu pierwszej osoby w państwie. On jest bezkarny, a ja całkowicie zagrożony – uważa Gaweł.

–Mogę zapewnić pana Gawła za pośrednictwem portalu Zero.pl, że absolutnie nic mu nie grozi z mojej strony i osobiście zachęcam go do powrotu do Polski – odpowiada Adam Andruszkiewicz.

Wielu twierdzi, że pan Gaweł obawia się po prostu polskiego wymiaru sprawiedliwości i dlatego uciekł z Polski. Jeśli pan Gaweł nie zauważył, to obecnie prokuratorem generalnym jest Waldemar Żurek, więc chyba nie posądza mnie obecnie o możliwość wywierania wpływu na nasze organy ścigania.

Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, w rozmowie z Zero.pl

–A mówiąc zupełnie poważnie: nigdy nie zajmowałem się takimi sprawami i pozostawiam je zawsze do decyzji odpowiednich instytucji państwa. Panu Gawłowi życzę więcej odwagi do zmierzenia się z różnymi negatywnymi sprawami, które są mu zarzucane – dodaje Andruszkiewicz w rozmowie z Zero.pl.

Założyciel OMZRiK podkreśla, że nie zamierza wracać do Polski. W tej chwili – jak podaje – pracuje w sądzie w Oslo, gdzie jest „współsędzią”. – W Norwegii system sądowniczy to jest taka mieszanka systemu kontynentalnego i anglosaskiego. W procesach biorą udział jeden sędzia zawodowy i dwóch sędziów niezawodowych. Ja jestem jednym z sędziów niezawodowych. Podczas sprawy sądowej jestem w stanie przegłosować sędziego – wyjaśnia.

Potwierdziliśmy tę informację. Rafał Gaweł jest ławnikiem w sądzie w Oslo. – Został powołany przez władze Oslo na kadencję na lata 2025-2028. Wcześniej nie piastował tego stanowiska – informuje nas Tage Borøchstein z wydziału komunikacji norweskiej administracji sądowej.

Zgodnie z norweskim prawem, ławnikiem może zostać obywatel Norwegii lub rezydent tego kraju od trzech lat, znający język norweski, dysponujący biernym i czynnym prawem wyborczym oraz spełniający wymóg niekaralności.

2026.3.25 Przestępczość zorganizowana zmienia oblicze. Gwałtowny wzrost liczby obcokrajowców
Polska policja bije na alarm: w 2025 r. odnotowano ponad 40-procentowy wzrost liczby cudzoziemców podejrzanych o udział w zorganizowanych grupach przestępczych. Najnowsze dane CBŚP, przeanalizowane przez „Rzeczpospolitą”, wskazują na dominację grup rosyjskojęzycznych, które stanowią już ponad 80 proc. wszystkich zatrzymanych obcokrajowców. Eksperci ostrzegają przed nowym, lepiej przygotowanym zagrożeniem.
W 2025 roku liczba obcokrajowców w sprawach o przestępczość zorganizowaną wzrosła o 44 proc. względem roku poprzedniego (z 184 do 265 osób).
Ponad 80 proc. podejrzanych cudzoziemców to osoby rosyjskojęzyczne; najliczniejszą grupę stanowią Ukraińcy (111 osób), przy czym gwałtownie rośnie liczba zatrzymanych Białorusinów i Ormian.
Funkcjonariusze rozbili w minionym roku 157 grup przestępczych, z czego 20 miało charakter międzynarodowy, zajmując się m.in. narkotykami, przemytem oraz napadami.
Centralne Biuro Śledcze Policji (CBŚP) przygotowało raport dotyczący przestępczości zorganizowanej. Dane za 2025 r. pokazują wzrost udziału w niej cudzoziemców ze wschodu.
Gangi ze wschodu – alarmująca statystyka
Przygotowane przez CBŚP dane przeanalizowała „Rzeczpospolita”. W ubiegłym roku co dziesiąty podejrzany o udział w przestępczości zorganizowanej był obcokrajowcem.
W 2025 r. w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej podejrzanymi było 265 obcokrajowców – o 81 osób więcej niż w 2024 r. (wzrost o 44 proc.). Odnotowano duży skok w liczbie podejrzanych pochodzących z krajów rosyjskojęzycznych – ze 149 do 216 podejrzanych (wzrost o 45 proc.).
Osoby rosyjskojęzyczne stanowiły w 2025 r. ponad 80 proc. wszystkich podejrzanych o przestępczość zorganizowaną obcokrajowców. Największą grupę stanowili Ukraińcy – 111 podejrzanych (bez zmian w stosunku do 2024 r.), Białorusini – 45 (wzrost z 12), Ormianie – 23 (wzrost z 9), Gruzini – 11 (wzrost z 1).
„Bardzo poważne zagrożenie”
CBŚP pochwaliło się rozbiciem 157 zorganizowanych grup przestępczych, z czego 20 było międzynarodowych, sześć rosyjskojęzycznych i 131 polskich. Przestępcy zajmowali się handlem narkotykami, przemytem i produkcją papierosów, rozbojami i napadami oraz oszustwami.
Na temat tych statystyk w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wypowiedział się prof. Brunon Hołyst, kryminolog.
–Niedawno zorganizowane grupy złożone z cudzoziemców stanowiły ok. 2 proc. ogólnej przestępczości, obecnie ten odsetek wzrasta, a co więcej, tworzą się gangi lepiej przygotowane do akcji przestępczych. W niedalekiej perspektywie mogą stanowić bardzo poważne zagrożenie – powiedział.

2026.3.12 Kolejny cios w przestępczość narkotykową
działania policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu oraz funkcjonariuszy z Wydziału do spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi doprowadziły do zatrzymania dwóch osób, które posiadały znaczną ilość narkotyków i wprowadzały je do obrotu. Przejęto ponad 8 kilogramów nielegalnych substancji.
10 marca 2026 roku policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu oraz Wydziału do spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, działając na podstawie postanowienia wydanego przez Prokuraturę Rejonową w Zgierzu, weszli równocześnie do dwóch posesji w centrum Głowna. Jak wynikało z ich ustaleń miały przebywać w nich osoby posiadające znaczne ilości narkotyków.
Przypuszczenia funkcjonariuszy potwierdziły się, gdyż łącznie zabezpieczyli ponad 8 kilogramów narkotyków w tym mefedronu i marihuany. Zatrzymano dwie osoby. 22-letni mężczyzna oraz 54-letnia kobieta trafili do policyjnej celi. Usłyszeli zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu, za co grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Sąd na wniosek prokuratora zastosował wobec nich środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.

2026.3.12 Tak wygląda przestępczość w powiecie świeckim. Dane pokazują wyraźny trend
Wyraźny spadek liczby przestępstw w powiecie świeckim. W 2024 roku odnotowano ich o prawie 200 mniej niż rok wcześniej, a wskaźnik przestępczości jest wyraźnie niższy niż średnio w województwie kujawsko-pomorskim i w całej Polsce.
Powiat świecki należy do bezpieczniejszych miejsc w regionie i w kraju – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. W 2024 roku w naszym powiecie stwierdzono 1 471 przestępstw. To wyraźnie mniej niż w poprzednich latach. Dla porównania w 2023 r. było ich 1 668, w 2022 r. – 1 580, a w 2021 r. – 1 814.
W przeliczeniu na liczbę mieszkańców oznacza to 15,56 przestępstw na 1000 osób. To wynik wyraźnie niższy od średniej dla województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie wskaźnik wynosi 19,01, a także od średniej krajowej – 20,57.
Wskaźnik wykrywalności sprawców dla wszystkich przestępstw w powiecie świeckim wynosi 71,2 proc., co jest wynikiem zbliżonym do średniej dla całej Polski.
W 2024 roku najwięcej było przestępstw o charakterze kryminalnym – 794, przy wykrywalności na poziomie 72 proc. Dużą grupę stanowiły również przestępstwa przeciwko mieniu – 701 przypadków, z wykrywalnością 53 proc.
W dalszej kolejności odnotowano 369 przestępstw gospodarczych (wykrywalność 55 proc.), 174 przestępstwa drogowe, w których wykrywalność sięgała 98 proc., oraz 27 przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, gdzie wykrywalność wyniosła 88 proc. Część czynów może być kwalifikowana jednocześnie w kilku kategoriach, gdy sprawca naruszył więcej niż jeden przepis kodeksu karnego.

2026.3.2 Brutalna bójka między cudzoziemcami na stacji paliw w Warszawie. Efektem wielka kontrola aut do przewozu osób
W nocy z piątku na sobotę do dramatycznego zdarzenia doszło na warszawskiej Woli, na jednej z tamtejszych stacji benzynowych. Między czterema Tadżykami wywiązała się awantura, w której w ruch poszło niebezpieczne narzędzie w postaci metalowej rurki. Uczestnicy bijatyki zajmowali się najprawdopodobniej przewozem osób, dlatego stołeczni policjanci rozpoczęli w sobotę szeroko zakrojoną kontrolę aut służących do tego celu.
Porachunki między Tadżykami
W bójce na stacji paliw, która rozegrała się w nocy z 27 na 28 lutego uczestniczyło czterech mężczyzn, z których wszyscy byli obywatelami Tadżykistanu. Jeden z nich, 36-latek, został ciężko pobity metalową rurką, doznając urazu głowy. Poszkodowany trafił do szpitala.
Policjanci pionu kryminalnego komendy na Woli we współpracy z funkcjonariuszami innych stołecznych wydziałów i Oddziału Prewencji Policji w związku z bójką zatrzymali trzech innych Tadżyków, w wieku od 25 do 36 lat. Zatrzymani pozostają do dyspozycji organów ścigania.
Do sprawy został zabezpieczony pojazd, którym poruszali się sprawcy, jak również “narzędzie, którym dokonano ciężkiego uszkodzenia ciała”, czyli rzeczoną metalową rurkę.
Taksówki do kontroli. Posypały się mandaty
Jak podała Komenda Społeczna Policji, wynikiem bójki było zorganizowanie przez stołeczną policję wielkiej kontroli samochodów do przewozu osób. Można z tego wywnioskować, że uczestnicy bójki trudnią się właśnie takim fachem, bardzo popularnym wśród cudzoziemców w Polsce.
Od soboty policjanci przeprowadzili 388 kontroli aut używanych do przewozu osób. Nałożyli 56 mandatów opiewających w sumie na 23,8 tysięcy złotych, a także ujawnili jedną osobę przebywającą w Polsce bez pozwolenia.
Podczas tych działań funkcjonariusze sprawdzili trzeźwość 201 osób, a także przeprowadzili 385 kontroli uprawnień do kierowania pojazdem, 146 kontroli osobistych i 136 kontroli bagażu. Efektem było zatrzymanie dwóch praw jazdy oraz jednego dowodu rejestracyjnego, sporządzono też jeden wniosek do sądu.
Policja sprawdza, czy kierowcy pracują legalnie
Warszawska komenda przypomniała, że w czasie ubiegłorocznych działań kontrolnych prowadzonych pod kryptonimem „Bezpieczne przewozy” jej funkcjonariusze zatrzymali 46 osób, wobec których podjęto decyzję o deportacji, a także 126 kierujących bez uprawnień. W 540 przypadkach zatrzymywano dowody rejestracyjne, a w 53 prawa jazdy. 115 pojazdów zostało odholowanych.
W trakcie kontroli policjanci sprawdzają m.in. stan trzeźwości kierujących, wymagane uprawnienia, legalność wykonywania transportu, stan techniczny pojazdów, a także legalność pobytu cudzoziemców na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Policjanci podkreślili, że ich działania kontrolne będą kontynuowane.

2026.1.2 Tajemnicza kradzież na Okęciu. Z bagażu rejestrowanego zniknęła biżuteria. Była warta kilkanaście tysięcy złotych
Tuż przed świętami pasażerka podróżująca z Warszawy do Londynu doświadczyła bardzo niemiłej niespodzianki. Z jej zabezpieczonej kodem walizki zniknęły trzy sztuki cennej biżuterii. Poszkodowana uważa, że do kradzieży doszło jeszcze na polskim lotnisku, ponieważ walizka wyjechała z luku jako pierwsza – zatem do samolotu trafiła ostatnia. Warszawscy policjanci mają zatem do rozwiązania nie lada zagadkę kryminalną.
Biżuteria zniknęła z walizki
O incydencie pokrzywdzona pasażerka poinformowała TVN24. 22 grudnia 2025 o 15:30 leciała z Lotniska Chopina do Londynu. Przed odlotem zgłosiła bagaż rejestrowany – walizkę zapinaną na zatrzask, dodatkowo zabezpieczony kodem. Środki bezpieczeństwa były wskazane, ponieważ kobieta przewoziła w niej naszyjnik, kolczyki i bransoletkę o łącznej wartości 15 tysięcy złotych.
Po wylądowaniu w stolicy Wielkiej Brytanii pasażerka nie zauważyła niczego podejrzanego – odnotowała jedynie, że jej walizka wyjechała z luku jako pierwsza, czyli była umieszczona w samolocie jako ostatnia.
Przestępstwa dokonano jeszcze w Warszawie
W wigilijny wieczór kobieta chciała założyć przywiezioną biżuterię, spostrzegła jednak, że w walizce jej nie ma.
-Nic innego nie zniknęło, a walizka nie była uszkodzona – mówiła TVN24.
Pokrzywdzona dostrzegła też, że zatrzask walizki był otwarty.
-Myślę, że wskazuje to na fakt, że ktoś przed wylotem z Warszawy zdołał ją otworzyć, a potem jako ostatnią zapakować do samolotu – dodała.
Zgłoszenie o kradzieży otrzymał Komisariat Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie. Policja w tej chwili ustala, czy do przestępstwa doszło rzeczywiście na terenie lotniska. Stara się też ustalić tożsamość sprawców.

评论

发表回复

您的邮箱地址不会被公开。 必填项已用 * 标注

More posts